Pstryk, pstryk? Asparagus i aparat fotograficzny.

with 2 komentarze

Za każdym razem, kiedy wychodziliśmy coś zjeść do restauracji, baru czy pubu, było więcej niż pewne, że  jeszcze w trakcie posiłku Asparagus wyciągnie swój aparat fotograficzny i spyta: mogę pstryka? To właściwie nie było pytanie. To była propozycja. Nie do odrzucenia. W ten sposób są udokumentowane wszystkie nasze posiłki.
Ja przestawałam pozować przy trzecim zdjęciu, natomiast Asparagus wytrzymywał dwanaście zdjęć. Około dziesiątego zdjęcia zdawało się, że już coś wiedział, albo dopiero przeczuwał, że coś jest nie tak, że się wygłupiam, a przy dwunastym zabierał mi aparat.

– Zrób mi zdjęcie… podał mi aparat – nie musisz wcale wstawać.
Zrobiłam zdjęcie i chciałam mu go oddać ale odsunął moją rękę.
– Zrób mi jeszcze…
– Ale jesteś na tle okna, masz ciemną twarz,prawie cię nie widać.
– Nie szkodzi, zrób.
Zrobiłam mu wtedy jedenaście zdjęć jego rannym aparatem oklejonym plastrem opatrunkowym na grubo i tylko z manualnym zumem.

Jechaliśmy krętą drogą przez Park Narodowy Gór Stołowych.Z jednej strony na skraju urwiska, sterczały jak krzywe zęby, obrośnięte mchem stare, poniemieckie, kamienne słupki.

W całym lesie jakby ktoś porozrzucał kamienie, teraz też już omszałe. Na niektórych powstało dość życiodajnej gleby by mogły tam rosnąć paprocie, inne, oplecione korzeniami drzew wspierały  potężne pnie.

Mieliśmy pół godziny wolnego, gdyż do Błędnych Skał z powodu wąskiej drogi, wprowadzono ruch wahadłowy. Pojechaliśmy więc w kierunku Karłowa. Już za chwilę ukazał się Szczeliniec i panorama Gór Stołowych. Znów zaczynało padać.
– Muszę zrobić tu zdjęcie. – powiedział Asparagus, rozglądał się gdzie zatrzymać samochód. I jakoś tak się stało, że wtedy aparat się posypał. Jaka piękna katastrofa! Najpierw odpadł przycisk zwalniający migawkę wraz z przytrzymującym go pierścieniem. Następnie wystrzeliła maleńka sprężynka i wszystko to spadło wprost pod nogi Asparagusa.
-Zaraz to zmontuję. Muszę tu stanąć, bo jeszcze coś się zmiażdży. Wygiął się tak, że głowa znalazła się tuż obok samochodowych pedałów i… znalazł. Niestety za chwilę znów wszystko co miał w rękach wyślizgnęło się i spadło. W jednej chwili zaparkował, wyłączył silnik i zaczął przeszukiwać samochód. Działał wolno i starannie. W końcu stwierdził, że wprawdzie zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga i w ogóle całą fizyką kwantową, zagubione części mogą się teraz znajdować wszędzie, nawet na księżycu,ale on uważa, że znajdują się w tym śmietniku między fotelami, w szczelinie z której wystaje hamulec ręczny.
-Potrzebny mi śrubokręt -stwierdził, odgiął plastikową osłonę i zaczął rozkręcać samochód. Chciałam się usunąć chociaż na jakiś czas ale deszcz stawał się coraz większy, więc tylko przesiadłam się na tylne siedzenie. Tymczasem Asparagus opuszczał i podnosił fotele, przesuwał do przodu i tyłu. Musiałam podciągnąć nogi pod brodę, żeby nie uległy zmiażdżeniu.

– Nie rób tego sam, może serwis uratuje ci go jeszcze na jakiś czas – strzeliłam chyba jakąś gafę bo spojrzał na mnie z takim wyrzutem, że od razu pożałowałam tego co powiedziałam.
-Sam go uratuję. Przecież ja chcę tu jeszcze robić zdjęcia.

I uratował. Złożył ten aparat na tzw. kolanie w samochodzie. Sprężynka gdzieś skoczyła i już nie tak rozpaczliwie ale szukał jej znowu.
-Nie martw się. Jak będzie pełnia, na pewno znajdzie się na księżycu -uśmiechnęłam się do niego.
Potem okręcił wszystko plastrem opatrunkowym.

– Widać, że dbasz o niego. – wskazałam na aparat, i, że ci na nim zależy .
– Tak myślisz?
– Tak. Na pewno ci się odwdzięczy pięknymi zdjęciami…
W pierwszej chwili poważny tego dnia Asparagus, najpierw uśmiechnął się a potem głośno zaśmiał. 

Tego samego dnia zrobiliśmy jeszcze dużo zdjęć w Błędnych Skałach. Wyświniliśmy się nieprzeciętnie. Przeciskaliśmy się na czworakach pomiędzy mokrymi od spływającej wody skałami i za każdym razem,kiedy wyłaniałam się ze szczeliny słyszałam „pstryk” To Asparagus robił zdjęcia, ogromną ilość zdjęć na których jestem prawie zawsze na pierwszym planie (chyba, że akurat jest to on, a ja jestem fotografem.).

– Można? – zapytał znad aparatu przygotowanego do strzału i nie czekając na odpowiedź zrobił 2 zdjęcia z martwą naturą na talerzach. – To jest moja pamięć zewnętrzna Agnisiu Monisiu. Przedłużenie pamięci, żebym mógł sobie zawsze przypomnieć gdzie byliśmy i co jedliśmy na obiad…

2 Responses

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie mogłam się doczekać i w końcu bum! pojawił się nowy post na tym jakże wspaniałym blogu. 🙂

    • admin
      | Odpowiedz

      Dziękuję za uznanie anonimowej wielbicielce mojego bloga.

Leave a Reply