Dokąd chodzi Asparagus. Rzecz o tuptaniu

with Brak komentarzy

Asparagus często wymawia się od wizyt u znajomych. Bardzo trudno go nakłonić do wyjścia gdzieś do ludzi. Zwłaszcza ostatnio, kiedy dopadła go ta urojona alergia na koty… Właściwie nie rozumiem czemu nie mieszka z nami mój cudny kot Dyzio. Dyzio nie uczula.Ten kot jest poza wszelką konkurencją. Poza tym już przecież mieszkał z nami prawie 8 miesięcy zanim pojechał do mojej mamy i jej kota Adulki i już został.Tęsknię za Dyziem. Ciekawe swoją drogą czemu Asparagus tak nagle się uczulił. I konsekwentnie omija wszystkie znajome koty. Czy dlatego, że sam jest zodiakalnym Lwem i kotem w chińskim zodiaku? Terytorialnym? 

A więc, żeby uniknąć spotkań towarzyskich (większość moich znajomych to kociarze lub podwójni kociarze.) najłatwiej wykręca się swoją urojoną alergią, terminową pracą lub katarkiem. Swoje skądinąd bogate słownictwo naszpikował tak wieloma zdrobnieniami, że postronny słuchacz mógłby go odebrać jako osobę bardzo infantylną. Asparagus jeździ samochodzikiem, siada na krzesełku, zaprasza na lanczyk,  kotlecik popija soczkiem, a raz nawet, skoro już weszliśmy na sprawy kulinarne, zamówił w restauracji żureczek staropolski, jakby już istniejące zdrobnienie to było za mało i uwielbia  potuptać i na potuptanie ma czas w każdej chwili, nie musi go wygospodarowywać kosztem czegoś tam, po prostu wychodzi i spaceruje,  powiedzmy raczej gdzieś podjeżdża i tupta..  Tupta od samego rana po mieszkaniu jak pan Dulski. To tak jakby chciał coś przekąsić albo wypić kawę, choć on nie pija ale przypuśćmy… no to przekąsza nie planując, bo po prostu ma taką potrzebę i to zrobi i to samo robi dla tuptania i też dla tej czynności przerwie pracę albo oglądanie telewizji i wszystko inne.  Bo tuptanie, którego potrzebę zaspokojenia stawia na równi z zaspokojeniem głodu sprawi, że skutecznie zadziałają hormony szczęścia, przy czym dawka endorfin będzie większa jeżeli obie te potrzeby uda się załatwić za jednym zamachem. I udaje się, bo najchętniej to zjadłby coś gdzieś tam poza domem a za udany uważa spacer w miejscu dokąd trzeba czymś się podwieźć i niekoniecznie samochodem, gdyż jazda każdym innym środkiem transportu jest też nie lada frajdą a największą, wygadał się niechcący, jest przejażdżka tramwajem wodnym na drugi brzeg Wisły, bo lubi, jak nad wodą wiatr rozwiewa mu włosy. Przy nadarzających się okazjach korzysta też z przejażdżek po Warszawie starym tramwajem turystycznym lub „specjalnym”, starym tramwajem przystrojonym w baloniki w dniu dziecka, lub w żółto-pomarańczowe chorągiewki w dniu tramwajarza.

Wydaje się, że dzięki zamiłowaniu do podwożenia się do miejsc spacerowych Asparagus zaliczył wszystkie parki w Warszawie, a może i skwery, przynajmniej te większe lub położone w miejscach z jakiegoś powodu według niego atrakcyjnych. Szczególnie jednak traktuje park w pobliżu domu, być może z powodu znajdującego się tam amfiteatru. Lubi go odwiedzać w sobotnie lub niedzielne przed- i popołudnia, w sezonie, wtedy gdy w amfiteatrze coś się dzieje.. Niekoniecznie mają to być spektakle czy poważne koncerty, nie ukrywa, że woli co innego i nie pogardzi występem pań-łabędzic z kół gospodyń wiejskich ani małoletnich tancerzy z domów kultury, małych dzieci groteskowo poruszających się w tangu lub paso doble. A jeżeli ma oglądać artystów scen to w czymś zabawnym. W każdej chwili, choć na parę minut, jest gotów tam wpaść i ciągnie mnie tam, i za każdym razem próbuję się wykręcić bo nie przepadam za takim folklorem, ale nie zawsze skutecznie.. Po drodze zaskakuje mnie szczegółową informacją o aktualnym repertuarze i cholera mnie bierze, że ilość widzów na widowni jest dla niego jeżeli nie jedynym to najważniejszym kryterium oceny. Kiedyś mnie poniosło i zapominając o niepisanej zasadzie próbowałam dyskutować o upodobaniach.  Tylko raz.

Leave a Reply